poniedziałek, 10 listopada 2014

Dorsz zapiekany ze śmietaną - "bacalhau com natas" i kilka wspomnień z wakacji

Przyszła jesień, za oknem szaro i buro. Zawsze o tej porze zbiera mi się na wspominki z wakacji - najlepiej siedząc pod ciepłym kocem i pijąc herbatę z sokiem malinowym, pomarańczą i goździkami. Samo oglądanie zdjęć jest dla mnie wielką przyjemnością, potrafię to robić przez cały wieczór.
Głównym celem minionych wakacji była Lizbona. Nie obyło się też oczywiście bez nowych doznań kulinarnych. Chcieliśmy się przede wszystkim nasycić rybami i owocami morza (a właściwie oceanu ;)). Udało mi się nawet spełnić jedno z marzeń, a mianowicie ugotować coś na miejscu, z lokalnych świeżych składników. Dziś jednak chciałam przedstawić przepis na zapiekankę, którą przygotowałam już w Polsce, ale z ryby, kupionej jeszcze w Portugalii. Razem z  kilkoma butelkami wina, oliwy, no i oczywiście sardynek przywieźliśmy bacalhau. Bacalhau to suszony i solony dorsz - narodowy przysmak Portugalczyków. Czemu przyjął się u nich akurat suszony i solony? A to dlatego, że jedzono go tak dużo, że musiano go sprowadzać z norweskich łowisk i aby przetrwał transport, moczono go w morskiej wodzie i suszono na słońcu. Jest to zwyczaj sięgający już kilkuset lat.
W każdym markecie w Portugalii można znaleźć wielkie płaty tego smakołyku, a zapach tej ryby jest tak charakterystyczny i intensywny, że nie miałam problemu z jej odnalezieniem w sklepie ;) A oto ona w całej swej okazałości:




Wariantów przygotowania bacalhau jest mnóstwo, najbardziej charakterystyczny to grillowany dorsz z oliwą i czosnkiem, ale ja wybrałam opcję nieco ciekawszą, którą jedliśmy pewnego wieczoru w jednej z knajpek Alfamy, czyli najpopularniejszej dzielnicy Lizbony. Moja wersja to bacalhau com natas - zapiekany dorsz ze śmietaną i ziemniakami.  Tak wyglądał oryginał zjedzony przez nas w Lizbonie:


A tak wyglądała moja domowa wersja bacalhau:


W Polsce dorsz także jest bardzo popularną rybą, ale my mamy to szczęście, że jest go u nas pod dostatkiem i nie musimy go aż tak konserwować. Do tej zapiekanki oczywiście możemy dodać naszego świeżego lub mrożonego dorsza. Będzie ona wówczas równie dobra, chociaż może brakować jej pewnego posmaku charakterystycznego dla bacalhau.

Przejdźmy teraz do przepisu...

Potrzebne będą (na 2 osoby):
  • 0,5 kg dorsza bacalhau (w polskich warunkach może być oczywiście świeży płat z dorsza)
  • 1 cebula
  • 0,75 kg ziemniaków
  • 400 g gęstej śmietany
  • 2 ząbki czosnku
  • natka pietruszki
  • garść czarnych oliwek
  • 2 jajka na twardo
  • sól, pieprz
  • oliwa z oliwek do smażenia
Wykonanie:
Dorsza moczymy w wodzie przez co najmniej 24 godziny, a nawet 2 dni, zmieniając co kilka godzin wodę (nasz świeży dorsz oczywiście nie wymaga tej czynności), następnie kroimy w kawałki. Ziemniaki obieramy, kroimy w drobną kostkę, albo trzemy na tarce. Cebulę kroimy w plasterki, a czosnek w kosteczkę, po czym i cebulę i czosnek podsmażamy na oliwie. Dodajemy kawałki dorsza i ziemniaki. Przyprawiamy solą i pieprzem do smaku. Dolewamy trochę wody i dusimy na średnim ogniu. Gdy ziemniaki będą zadowalająco miękkie, ale nie rozgotowane zdejmujemy z ognia, mieszamy ze śmietaną i wlewamy do naczynia do pieczenia. Z wierzchu posypujemy oliwkami i układamy pokrojone dowolnie, gotowane jajka. Zapiekamy ok. 20 minut. najlepiej na termoobiegu w 180 st.C. Po wyjęciu posypujemy natką pietruszki i gotowe.


Na deser jeszcze kilka wspomnień z wakacji :)








Smacznego!

piątek, 5 września 2014

Muffinki z jagodami i białą czekalodą




Wprawdzie sezon na jagody się właściwie skończył *), ale borówkowy trwa w najlepsze. Sam przepis na muffinki jest standardowy i prosty, jednak cały urok jest zawsze w tym, co znajduje się w środku ciasta. W tym przypadku jest to połączenie jagód/borówek amerykańskich i białej czekolady, co okazało się strzałem w dziesiątkę. Trzeba tylko uważać na cukier: optymalnie jest dodać go trochę mniej niż w standardowym przepisie, bo biała czekolada jest bardzo słodka. Czekoladę najlepiej pokroić w kostkę i włożyć na co najmniej godzinę do zamrażarki - będzie ją wtedy wyraźniej czuć w cieście.


Na 12 średniej wielkości muffinek potrzebne będą:
  • 1 szklanka mleka
  • 300 g mąki tortowej
  • 2/3 szklanki oleju
  • 3/4 szklanki cukru
  • 1 jajko
  • cukier waniliowy
  • 2 płaskie łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody oczyszczonej
  • tabliczka białej czekolady
  • 200 g jagód albo borówek amerykańskich

Wykonanie
Składniki "mokre" (jajko, mleko, olej) roztrzepujemy w jednej miseczce, składniki "suche" (mąkę, cukier, proszek, sodę, cukier waniliowy) mieszamy w drugiej miseczce. Wlewamy "mokre" składniki do "suchych" i mieszamy bardzo delikatnie, nie musi być wcale bardzo dokładnie. Dodajemy obsypane w mące jagody/borówki oraz kawałki czekolady i mieszamy. Wlewamy ciasto do przygotowanych wcześniej foremek na muffinki i wkładamy do nagrzanego do 200 st. C piekarnika. Pieczemy 30 min, zaglądając co jakiś czas.

Smacznego!
 








*)  Te zdjęcia były robione już wcześniej, kiedy były jeszcze jagody, ale borówki amerykańskie też się sprawdzają. 

środa, 16 lipca 2014

Pasta z bobem, szynką parmeńską i parmezanem

Może się to wydać śmieszne lub dziwne, ale nigdy wcześniej nie jadłam bobu... Atakowana jego widokiem z każdego warzywnego stoiska na moim osiedlu postanowiłam zmienić ten stan rzeczy i nabyłam dorodny woreczek tego zielonego złota. To co prezentuję na załączonym obrazku powstało właściwie pod wpływem impulsu i powiem Wam, że chyba wejdzie na stałe do kanonu moich ulubionych past. (Nie muszę już chyba wspominać, że prościzna...) ;) Uciążliwością jest jedynie konieczność obrania bobu z łupinek - lepiej wtedy wygląda i smakuje. Doskonale poradzą sobie z tym daniem osoby wielozadaniowe (wszystkie matki - to o Was;), ponieważ w pewnym momencie, żeby wszystko było ciepłe i odpowiednio przygotowane, trzeba mieć odpalone trzy palniki.


 Składniki są następujące (na dwie osoby):
  • 250 g makaronu
  • ok. 250 g bobu 
  • 100 g szynki parmeńskiej (lub podobnej, radę dał by też boczek wędzony)
  • 50 g. parmezanu potartego w płatki
  • dymka ze szczypiorem
  • 2 ząbki czosnku 
  • oliwa do smażenia
  • sól, pieprz

Wykonanie:
Bób gotujemy (do wrzącej osolonej wody wrzucamy bób w łupinkach i gotujemy do miękkości - trzeba próbować i oceniać, czy woli się taki całkiem miękki, czy raczej al dente, innej rady nie ma). Po odcedzeniu i ostudzeniu obieramy bób z łupinek. Czosnek i dymkę razem ze szczypiorem kroimy i podsmażamy na patelni na oliwie, następnie dodajemy obrany bób i wszystko razem przesmażamy. W tym samym czasie na drugiej patelni podsmażamy na rumiano podarte kawałki szynki parmeńskiej. Przygotowujemy parmezan - można natrzeć płatków specjalnym nożem do sera albo tarką (do siekania). Nie muszę chyba wspominać, że na trzecim palniku w tym samym czasie powinien gotować się makaron ;) Dość efektownie wyglądają wstążki (tak jak u mnie). Właściwie w tym miejscu kończy się ciężka robota - gdy odcedzimy makaron, mieszamy go z bobem i dymką, wkładamy na talerze posypujemy usmażoną szynką i parmezanem. Gotowe!

Smacznego!

środa, 25 czerwca 2014

Ciasto limonkowe




Na dobry początek lata chciałam Wam zaproponować mój przepis na ciasto limonkowe. Najlepiej smakuje w ciepłe dni, gdyż jest chłodne i świeże, co zawdzięcza rześkiemu smakowi limonki. Pierwszy raz takie ciasto jadłam w pewnej meksykańskiej restauracji i postanowiłam w domu odtworzyć je po swojemu. Tutaj pozwolę sobie podzielić się pewną nieskromną opinią: otóż uważam, że spód który zastosowałam do ciasta okazał się genialny, dlatego, że dodałam do niego moich ulubionych krówek (składnik ten można traktować opcjonalnie). Na skutek tego spód jest dość twardy (szczególnie pierwszego dnia po przygotowaniu), co niektórzy mogą odbierać jako mankament. Jednak bez przesady – widelec do deserów daje radę! Efekt twardego spodu jest zatem zamierzony i podobny do tego, który zaobserwowałam w wyżej przeze mnie wymienionej restauracji. Kolejnego dnia spód mięknie. Do dzieła zatem!




Na masę potrzebne będą (na małą lub średniej wielkości tortownicę):
  • 3-4 limonki
  • 3 opakowania waniliowego serka homogenizowanego (lub 1 op. 500 g)
  • 4-5 łyżeczek żelatyny

Na spód ciasta:
  • 2 opakowania ciastek (ja użyłam owsianych, ale każdy może użyć takich jak lubi. Tylko uwaga: gdy używacie ciastek typu markizy dodajcie mniej masła!)
  • 100 g masła
  • 5-8 krówek


Wykonanie:
Tortownicę dokładnie wyściełamy folią spożywczą, aby uniknąć wypłynięcia masy z formy. Ciastka kruszymy w maszynce do kruszenia lodu lub używamy robota kuchennego z funkcją rozdrabniania. Masło rozpuszczamy z krówkami w rondelku na wolnym ogniu. Czekamy, aż powstała mikstura ostygnie i mieszamy z rozdrobnionymi ciastkami. Wszystko wykładamy na spód tortownicy, władamy na kilka godzin do lodówki, aby stwardniało. W tym czasie zajmujemy się masą. Wyciskamy sok z limonek, możemy też zetrzeć do tego wyczyszczoną i wyparzoną skórkę z jednej limonki. W niewielkiej ilości gorącej wody rozpuszczamy żelatynę (powinno być jej więcej niż w przepisie na opakowaniu, bo inaczej ciasto nie zastygnie - pamiętajmy, że oprócz soku będzie jeszcze serek). Tak przygotowaną żelatynę mieszamy z sokiem i czekamy, aż wystygnie, następnie mieszamy z serkiem i zalewamy tym spód. Takie ciasto musi postać w lodówce kilka godzin, dlatego zazwyczaj przygotowuję je późnym wieczorem, żeby można je było jeść następnego dnia.
Smacznego i udanego lata życzę!

poniedziałek, 19 maja 2014

Kawowe muffinki z niebieskim kremem marshmallow


Kuchnia to nie tylko królestwo smaków i zapachów. To także świat kolorów, które często zdumiewają, zaskakują i kuszą nas do skosztowania potrawy. Dlatego dzisiejsze rozważania o kulinariach nietypowo rozpocznę od tej barwnej strony.



Moim ulubionym kolorem zdecydowanie jest kolor niebieski. Można to zauważyć zaglądając do mojej szafy lub też przeglądając, (choćby pobieżnie), przedmioty z mojego otoczenia. Moje zamiłowanie do tego koloru nie ominęło także naszej Pierworodnej, którą chętnie ubieram na niebiesko.
Na drugi kolor "sponsorujący mój dzisiejszy wpis" wybrałam brąz. Z dwóch powodów: po pierwsze lubię tę barwę w zestawieniu z niebieskim, po drugie oboje z M. jesteśmy wielkimi fanami kawy, którą postanowiłam dodać do swoich babeczek. (Sama zastanawiałam się tylko, dlaczego tak późno na to wpadłam).
Wracając jednak do koloru niebieskiego... Pragnę przedstawić dzisiaj genialny sposób na krem do muffinek, do którego potrzebne są tylko dwa składniki: ser mascarpone i pianki marshmallow (oczywiście w niebieskim kolorze). Tak naprawdę były to akurat biało-niebieskie smerfy, którym zmuszona byłam amputować białe kończyny i czapki. Oczywiście w imię intensywniejszego, niebieskiego efektu.


Do ciasta na muffiny potrzebne będą:
  • 300 g mąki pszennej tortowej
  • 1 niepełna szklanka cukru (albo 5 łyżek stewii)
  • 2 łyżeczki proszku do pieczenia
  • 1/2 łyżeczki sody
  • 2 filiżanki zimnej kawy espresso (można zastąpić inną kawą - ok. 150 ml)
  • 1/2 szklanki mleka
  • 1/2 szklanki oleju roślinnego
  • 1 jajko
  • cukier waniliowy


Wykonanie:

Składniki "mokre" (jajko, mleko, kawa, olej) roztrzepujemy w jednej miseczce. Składniki "suche" (mąka, cukier, proszek, sodę, cukier waniliowy) mieszamy w drugiej miseczce. Wlewamy "mokre" składniki do "suchych" i mieszamy bardzo delikatnie - nie musi być wcale bardzo dokładnie. Wlewamy ciasto do przygotowanych wcześniej foremek na muffinki i wkładamy do wcześniej nagrzanego do 200 st. C (na termoobiegu 180 st. C) piekarnika. Pieczemy 30 min, zaglądając co jakiś czas.



Krem - wykonanie:

Pianki rozpuszczamy w kąpieli wodnej (zanurzamy szklaną lub ceramiczną miseczkę z piankami i odrobiną wody  do garnka z gorącą wodą). Pianki będą się powoli rozpuszczały i powstanie dość gęsta i lepiąca masa. Taką masę pozostawiamy do wystygnięcia. Do masy dodajemy po łyżce serka mascarpone delikatnie miksując. Ilość serka jest zależna od odcienia niebieskiego, jaki chcemy uzyskać. Gotowy krem wkładamy do lodówki, żeby solidnie się wychłodził i zastygł - będzie nam łatwiej tworzyć z niego wzorki szprycą. Gotowe:)


 Smacznego!

niedziela, 27 kwietnia 2014

Co by tu zjeść na śniadanie...


Poranny, niedzielny głód... Jeden z najlepszych aktywatorów szybkiego działania i kreatywności. Jeśli nie wiecie, co zrobić z zeschniętym chlebem lub bułką, to zawsze można je podpiec. Wówczas wychodzą przepyszne, aromatyczne grzanki. W dodatku szybkie... ;)
Na załączonym obrazku wystąpiły grzanki (czytaj "odświeżone bułki") z szynką, serem i jajkiem. Może to być (uprzedzając pytania) każdy ser, każda szynka i każde jajko.
W tym przypadku użyto:
  • zeschniętej bagietki pokrojonej wzdłuż na cieńsze kromki,
  • masła,
  • szynki włoskiej prosciutto,
  • sera pleśniowego,
  • jaja przepiórczego,
  • rukoli (jak pewnie zauważyliście, ciągle piszę o rukoli. Po prostu lubię ją najbardziej ze wszystkich zielenin tego typu, ale można posypać też rzeżuszką, kiełkami, roszponką, albo szczypiorkiem etc).
Wykonanie:
Pieczywo smarujemy masłem, układamy po kolei warstwy sera, szynki i wbijamy jajko. Wkładamy do rozgrzanego do 200 st. piekarnika (termoobieg 180 st) i pieczemy odkryte ok 10 min (musimy obserwować, czy ścinają się jajka). Po wyjęciu z piekarnika posypujemy zieleniną, ewentualnie solimy, ale trzeba uważać, bo prosciutto jest dość słone. Zamiast piec jajko, możemy je też usmażyć (sadzone) albo ugotować w wodzie (z dodatkiem octu i soli) bez skorupki (jajko w koszulce). Gdy wybierzemy opcję "w koszulce", nazywa się to wtedy jajkiem po benedyktyńsku. Smacznego!

sobota, 19 kwietnia 2014

Żurek na zakwasie

Wielkanoc tuż, tuż. Dlatego też postanowiłam nadać temu wpisowi nieco świąteczny charakter. Chcę się z Wami podzielić przepisem na żurek, który - jak najbardziej - może być też wielkanocnym. Zakwas na żurek kupiłam gotowy, ale postanowiłam sobie, że następnym razem nauczę się go robić sama. Podobno jest to bardzo proste, tylko czasochłonne. Trzeba po prostu poczekać kilka dni na efekt. (Oczywiście, jeśli kiedyś uda mi się eksperymentalnie tę teorię potwierdzić, nie omieszkam się pochwalić autorskim zakwasem :-) ). Biała kiełbaska najlepsza będzie surowa. Ja mam to szczęście, że mieszkam w pobliżu bardzo dobrego sklepu mięsnego. Tak więc poszukajcie surowej, warto! ;) A teraz do dzieła!


Potrzebne będą (na garnek dla większej rodziny):
  • 1 kg białej kiełbasy surowej
  • 30 dag boczku wędzonego (można też dodać wędzoną kiełbasę i szynkę)
  • 0,5 l zakwasu na żurek
  • liść laurowy
  • ziele angielskie
  • pieprz ziarnisty
  • majeranek
  • 1 cebula
  • 3 ząbki czosnku
  • śmietana do zupy ok. 75 ml (pół małego kubeczka)
  • łyżka mąki pszennej
  • 4 ziemniaki (opcjonalnie)
  • 2 łyżki startego chrzanu
  • sól, pieprz
  • jajko na twardo (ilość zależna od ilości członków rodziny)
Wykonanie:
Do garnka wlewamy 3l wody i zagotowujemy z kiełbasą, czosnkiem, przypieczonymi połówkami cebuli, listkiem laurowym, zielem angielskim i pieprzem.


Białą kiełbasę po zagotowaniu powinno się trzymać ok. 20 min na bardzo wolnym ogniu, praktycznie parząc, a nie gotując. W międzyczasie na patelni podsmażamy boczek pokrojony w kosteczkę i wrzucamy do garnka.



Po 20 min wyjmujemy białą kiełbasę, obieramy ze skórki i kroimy na dowolnie wybrane przez nas kawałki. Można zostawić też sobie całą kiełbasę. W tym czasie wielbiciele ziemniaków mogą wrzucić pokrojone i obrane ziemniaki i gotować, aż będą miękkie. Pod koniec gotowania powoli wlewamy dobrze wymieszany zakwas, ciągle mieszając. Również zagotowujemy, przyprawiamy solą, pieprzem i majerankiem. Żurek powinien być zawiesisty. Dodajemy chrzan i doprawiamy śmietaną wymieszaną z mąką i szczyptą soli. Zanim wlejemy śmietanę do zupy, dodajemy do niej kilka łyżek gorącego wywaru, żeby śmietana się nie zważyła. Powoli wlewamy do zupy i zagotowujemy. Podajemy z jajkiem na twardo i ewentualnie chlebem. Gotowe! :)



Życzę Wam dobrych i błogosławionych Świąt Zmartwychwstania oraz smacznego żurku na śniadanie wielkanocne!!!

Pączek

środa, 9 kwietnia 2014

Ragù alla bolognese


Uświadomiłam sobie, że na moim blogu nie ma jeszcze ani jednego przepisu na sos do pasty... Wydało mi się to nieco dziwne zważywszy na fakt, że od dzieciństwa byłam nazywana "kluskową dziewczyną" ;). Makaron wręcz uwielbiam!
Nie będę zapewne zbyt oryginalna, jeśli dodam, iż uwielbiam także kuchnię włoską. Jednak dopiero odkąd pierwszy raz stanęłam na włoskiej ziemi, w mojej głowie zaczęła budzić się "makaronowa inwencja twórcza", a wraz z nią pomysły na różnorakie pasty.
Swój pierwszy wpis o pastach poświęcę klasyce, czyli sosowi bolońskiemu. Zaznaczam jednak, że rozumiem pod tym pojęciem coś innego niż tylko sos pomidorowy i mięcho - dlatego też dążyłam do maksymalnego zbliżenia się do oryginału.
Wyjątkowo starałam się tu trzymać przepisu, gdyż każdy ze składników jest o tyle ważny, że dość wydatnie wnosi coś niepowtarzalnego do ogólnego smaku potrawy. Problem z dostępnością w Polsce może sprawić jedynie pancetta, czyli rodzaj włoskiego, suszonego boczku. Gdy go nie mam, zadowalam się wędzonym polskim boczkiem, pokrojonym w cienkie plasterki.
Mój ulubiony przepis na ragù alla bolognese pochodzi z książki A. Copplaro-Nowell "Jak żyć po włosku". Dostałam ją od M. w czasach mojej gorącej fascynacji "la dolce vita" ;). Książka jest raczej z gatunku tych "lekkich, łatwych i przyjemnych", muszę jednak przyznać, że znalazłam tam kilka bazowych przepisów kuchni włoskiej, z których korzystam po dziś dzień.
Gwoli przyzwoitości, aby nie wyjść na ortodoksa włoskich kulinariów, na zamieszczonych zdjęciach popełniłam jedno faux pas: sos jest zaserwowany ze spaghetti, natomiast tradycyjnie we Włoszech ragù alla bolognese podaje się zwykle z tagliatelle... :-)
Mimo wszystko jednak, moje szczęście nie miało granic, gdy kiedyś, podczas drugiego pobytu we Włoszech, spróbowałam takiego ragù w jednej z knajpek i okazało się, że ono naprawdę smakowało tak jak to moje. :) A zatem, do dzieła!

 Potrzebne będą (na 2 osoby):
  • oliwa z oliwek
  • 50 g pancetty, albo cienkich plasterków wędzonego boczku pokrojonych w kostkę
  • 2 łodygi selera naciowego
  • 2 marchewki
  • 1 mała czerwona cebula
  • 250 g mielonej wołowiny
  • pół lampki wina (autorka zaleca białego, ale ja wolę czerwone)
  • 400 ml passaty pomidorowej
  • sól i pieprz do smaku

Wykonanie:
W głębokiej patelni rozgrzewamy oliwę z boczkiem i smażymy, aż stanie się przeźroczysty. Potem dodajemy pokrojone w dość drobną kosteczkę warzywa. Gotujemy wszystko na średnim ogniu przez 5 minut, po czym dodajemy wołowinę i tak dalej gotujemy przez siedem minut, aż do dolania wina.  Kiedy wino wyparuje, dodajemy passatę i gotujemy na wolnym ogniu przez godzinę. Na koniec przyprawiamy solą i pieprzem. Podajemy ze swoim ulubionym makaronem ugotowanym oczywiście al dente.
Smacznego!


poniedziałek, 31 marca 2014

Mój sposób na królika

Tak jak obiecałam wcześniej chcę Wam dziś przedstawić mój osobisty sposób na królika. Przepis ten wymyśliłam zupełnie sama i naprędce, z tego co było w domu, a okazało się, że stał się już naszym tradycyjnym daniem. O wartościach odżywczych królika wspominałam już przy okazji rosołu. A więc do dzieła:)

Potrzebne będą:
  • tusza królika
  • majeranek suszony (ja dostałam od mojej Mamy, z ogródka:)
  • 2 jabłka
  • 6 marchewek średniej wielkości
  • 150 ml. białego wina (może być też czerwone lżejsze)
  • 5 ząbków czosnku
  • sól, pieprz
  • oliwa z oliwek


Wykonanie:
Królika dzielimy na części (wg. upodobania) i przygotowujemy marynatę: nacieramy mięso oliwą, kawałkami czosnku i solą. Oprószamy pieprzem, zasypujemy majerankiem i zalewamy winem.  Wszystko przykrywamy folią i zostawiamy na noc w lodówce. Następnego dnia obieramy marchewki i kroimy w słupki. Jabłek nie obieramy, tylko pozbywamy się środka i kroimy w ósemki. Kawałki mięsa podsmażamy na patelni, tak aby białko z wierzchu się ścięło. Mięso, marchewkę układamy w naczyniu żaroodpornym lub ceramicznym i zalewamy pozostałą marynatą. Marchewkę dodatkowo nieco solimy, układamy kawałki jabłek. Jabłka można najpierw skarmelizować. Ja robię to tak, że podsmażam jabłka na oliwie lub maśle z dodatkiem cukru. Wszystko obsypujemy majerankiem z wierzchu, przykrywamy folią i pieczemy 90 minut w 180 st. C. Po tym czasie zdejmujemy folię i pieczemy jeszcze 15 min, żeby się przyrumieniło. Można podawać z białym winem, albo czerwonym ale bardzo lekkim. Do królika pasują pieczone ziemniaki, kaszka kuskus...


Smacznego!


piątek, 21 marca 2014

Wiosna!

Nic dodać, nic ująć. Niech ta sałatka stanowi komentarz do dzisiejszego dnia:)


Składniki:
  • rukola
  • łosoś wędzony
  • czarne oliwki
  • jaja przepiórcze (gotowane na twardo przez 2 min)
  • pomidorki cherry
Sos (wszystko wymieszać):
  • oliwa z oliwek
  • sok z cytryny
  • sól, pieprz


 Smacznego i miłego dnia!

niedziela, 16 marca 2014

Placek lotaryński z serem gruyère


Placek lotaryński, z francuskiego quiche lorraine, chodził za mną już dłuższy czas, aż w końcu zdecydowałam się go upiec. Natchnienie przyszło razem ze wspaniałym prezentem, który przybył do nas prosto ze Szwajcarii: oryginalnym serem gruyère. (Bardzo dziękuję, Agnieszko i Grześku!) :-)  Za Wikipedią: gruyère to rodzaj szwajcarskiego sera. Jest on produkowany z krowiego mleka i zalicza się go do serów dojrzewających, twardych oraz podpuszczkowych. Smak sera gruyère jest bardzo charakterystyczny: łagodny oraz lekko orzechowy.

Placek lotaryński, jak sama nazwa wskazuje, pochodzi z Lotaryngii - regionu północno-wschodniej Francji. Jako że było to moje pierwsze podejście do quiche lorraine, chciałam rozpocząć od przygotowania jego klasycznej wersji. Jednakże podejrzewam, iż następnym razem nie omieszkam wzbogacić go jakimiś warzywami, np. brokułami albo szpinakiem. Trzeba przyznać, że sam placek jest dość ubogi w jarzyny, (a tak naprawdę one właściwie w nim nie występują), dlatego kolejną ewentualnością może być zjedzenie go z sałatą.
Quiche lorraine jest dobry zarówno na gorąco, jak i na zimno (np. na drugie śniadanie do pracy).

Sposób przygotowania spodniego ciasta znalazłam na stronie kotlet.tv. Muszę zaznaczyć, że jest to najlepszy przepis na kruche ciasto z jakiego kiedykolwiek korzystałam. W dodatku przepis ten doskonale się sprawdza nie tylko w przypadku quiche, ale także słodkich tart.
Do quiche powinno się używać kwaśnej, tłustej śmietany crème fraîche, jednak tutaj pojawia się problem: skąd ją wziąć w Polsce? Ja byłam zmuszona posłużyć się typowo polskim zmysłem kombinowania ("pomysłowego Dobromira" - jakby to ujęła moja Mama ;-) ) i zmieszałam śmietankę kremówkę 30% z chudszą wersją (12%), w wyniku czego powstała dość tłusta, a zarazem kwaśnawa śmietana. Oczywiście, szczęśliwcy mający w posiadaniu crème fraîche dodają po prostu crème fraîche...

Na kruchy spód do quiche potrzeba:
  • 125 g masła
  • 250 g mąki
  • 1 żółtko
  • 50-60 g wody (bardzo zimnej)
  • odrobina soli























 

Na wierzch:
  • 250 g chudego boczku
  • 3 jaja
  • 1 kubeczek śmietany kremówki 30% (150 ml)
  • 1 kubeczek śmietany 12% albo innej kwaśnej (150 ml)
  • sól, pieprz
  • szczypta gałki muszkatołowej
  • 100 g startego sera gruyère (oczywiście może być normalny żółty ser)

Wykonanie:
Ciasto na spód: na przesianą mąkę kroimy masło, dodajemy żółtko i sól, zagniatamy dolewając wody. Na godzinę trzeba ciasto schować do lodówki. Polecam zrobienie podwójej porcji, którą potem dzielimy na pół i jedną część zamrażamy - jest jak znalazł np gdy przychodzą niespodziewani goście. Po godzinie wyjmujemy ciasto z lodówki i rozwałkowujemy na placek, który wkładamy do wyłożonej natłuszczonym papierem formy. Nakłuwamy gdzieniegdzie widelcem i obciążamy suchą fasolą, po czym wkładamy na 15 min. do rozgrzanego do 180 st. C piekarnika i zapiekamy. W międzyczasie kroimy boczek w kostkę i podsmażamy na patelni. Nieco wcześniej przygotowujemy śmietanę - mieszamy dwa wymienione przeze mnie powyżej jej rodzaje. Do śmietany wbijamy jajka, doprawiamy gałką, solą i pieprzem, dodajemy boczek i większą część startego sera, mieszamy (resztą sera posypiemy placek z wierzchu pod koniec pieczenia). Po 15 min pieczenia spodu zdejmujemy fasolę,  zalewamy spód powstałą miksturą i pieczemy jeszcze przez 30 min w tej samej temperaturze. Gotowe.

Smacznego!

piątek, 7 marca 2014

Pieczony łosoś podawany na purée ziemniaczano-szpinakowym

Tradycją już stają się nasze piątkowe obiadokolacje z łososiem. Zwykle jemy klasycznego łososia zapiekanego z masłem, choć czasem wymyślam jakąś nową wersję dla urozmaicenia. Muszę jednak przyznać, że ten w maśle jest i tak najlepszy. Czasami też zmieniam dodatki: na przykład tym razem użyłam szpinaku, podczas gdy przeważnie jemy z kuskusem.
Ale... po co więcej gadać, jeśli wystarczy spróbować? I dodatkowo zaaplikować sobie niezbędną dawkę omega kwasów. ;-)

Potrzebne nam będą (dla dwóch osób):

Łosoś:
  • 1/2 kg łososia np. filetu 
  • 50 g. masła
  • sok wyciśnięty z cytryny
  • sól morska
  • świeżo mielony pieprz

   Purée ziemniaczano - szpinakowe:
  • 1/2 opakowania szpinaku mrożonego rozdrobnionego
  • 5 ziemniaków
  • gałka muszkatołowa
  • 2 ząbki czosnku
  • łyżka masła
  • sól

Wykonanie:
Łososia oczyszczamy z łusek i kroimy na porcje. Skrapiamy cytryną z obu stron, solimy, pieprzymy, na wierzch układamy kawałki masła, zawijamy szczelnie w folię aluminiową i pieczemy 30 min w rozgrzanym wcześniej do 180 st. C piekarniku.

Ziemniaki obieramy i gotujemy. Na patelni rumienimy lekko czosnek na oliwie, następnie dodajemy szpinak i dusimy, aż mrożonka się rozpuści. Dodajemy masło, gałkę i sól. Ziemniaki blendujemy ze szpinakiem. I gotowe!

Łososia można podawać z pieczonymi pomidorkami koktajlowymi (skropione oliwą i nakłute wykałaczką pomidorki pieczemy przez 15 min w 180 st. C na termoobiegu). Żeby nie przesadzić z kwaśnością dania (pomidorki, cytryna), proponuję podawać je z białym winem półwytrawnym (a nie wytrawnym).

Smacznego!




niedziela, 23 lutego 2014

Tort marchewkowy

Jest zima i potrzeba nam dużo witamin w każdej możliwej postaci, dlaczego więc nie dodać ich do ciasta, czyli tego co tygryski lubią najbardziej! Zawsze można wtedy się usprawiedliwić przed M. (zjadając kolejny kawałek), że to wprawdzie słodkie, ale przecież zdrowe;). Sytuacja idealna. Zdrowie zdrowiem, ale kalorie z cukru niestety nie wyparowały, chyba że dodamy stewii. W każdym razie w tym torcie był cukier:) Jestem też wielkim fanem mlecznej czekolady z orzechami, dlatego też na wierzchu tortu zrobiłam sobie taką właśnie czekoladę .

Składniki:

Ciasto:
  • 2 szklanki marchewki startej (ja wolę na grubych oczkach)
  • 2 szklanki mąki tortowej
  • 1/2 opakowania przyprawy korzennej
  • 2 łyżeczki cynamonu
  • 1 szklanka brązowego cukru (albo 6 łyżek stewii)
  • po 1 płaskiej łyżeczce sody i proszku do pieczenia
  • 4 jajka
  • 1 niepełna szklanka oleju
  •  szczypta soli
Masa:
  • 250 g serka mascarpone
  • 200 ml śmietanki kremówki 30%
  • 3 łyżki cukru pudru
 Polewa:
  • tabliczka ulubionej mlecznej czekolady
  • orzechy laskowe w ilości według uznania (u mnie kryterium jest "ile się zmieści")
  • duża łyżka masła
  • 2 łyżki mleka
 
 
Wykonanie:
Jajka roztrzepujemy z cukrem i szczyptą soli (można to zrobić zwykłą trzepaczką, bez pomocy miksera, nie musi być na gładką masę), do tego wlewamy olej, mieszamy. Następnie wsypujemy mąkę, proszek do pieczenia, sodę i przyprawy. Po wymieszaniu wszystkiego, na końcu dodajemy marchewkę. Wlewamy do wyłożonej papierem do pieczenia tortownicy i pieczemy w rozgrzanym wcześniej do 180 st. C piekarniku przez 60 min. Po wystudzeniu przekładamy masą.

Masę robi się następująco:
Schłodzoną śmietankę ubijamy z cukrem pudrem, po czym powoli dalej ubijając, dodajemy po łyżce serka mascarpone, uważając, żeby się nie zważył.

Polewa:
W rondelku rozpuszczamy czekoladę z masłem i mlekiem. Można to zrobić w kąpieli wodnej, jednak ja to robię na bardzo małym ogniu na palniku. Czekamy, aż polewa trochę ostygnie i nakładamy na wierzch ciasta. Na to wszystko układamy całe orzechy laskowe i gotowe.

Smacznego!

poniedziałek, 17 lutego 2014

Rosół z królika


Odkąd staliśmy się prawdziwą, trzyosobową rodziną, w naszym domu coraz częściej w niedzielę zaczął pojawiać się rosół. A jako że ostatnio na tapecie (moich kulinarnych fascynacji) pojawił się królik, postanowiłam ugotować rosół właśnie z niego.
Królicze mięso zaliczane jest do białych mięs – zawiera zatem małą ilość "złego" cholesterolu. Charakteryzuje się natomiast wysoką zawartością kwasu linolenowego, podobnie jak w przypadku ryb morskich. Kwas linolenowy jest bardzo przydatny w zapobieganiu chorobom sercowo-naczyniowym. Królik jest ponadto bogaty w witaminy z grupy B oraz tzw. "aminokwasy niezbędne". Jednym słowem: same zalety;)
Duży wkład w moją edukację "rosołową" miały moje obie Mamy, którym na łamach tego bloga chcę za to gorąco podziękować :-*. Przepis na rosół z królika jest praktycznie taki sam jak na rosół z kury – jedyna i oczywista różnica tkwi w rodzaju mięsa. A jeśli o mięsie mowa, to do rosołu wykorzystuję część przednią królika, pozostałe kawałki zwykle piekę. (Przepis na pieczonego królika zapewne pojawi się jeszcze w którymś z następnych postów).


Składniki na rosół (na cztery porcje):
  • część przednia królika (z łapami przednimi)
  • 2 średniej wielkości marchewki
  • 1 pietruszka
  • 1 cebula
  • niewielki kawałek selera
  • pieprz ziarnisty
  • sól morska
  • lubczyk suszony lub świeży
  • makaron nitki
Wykonanie:
Do garnka (najlepiej emaliowanego) wlewamy ok. 3 litry zimnej wody i wkładamy mięso, po czym doprowadzamy do wrzenia (pod przykryciem). W międzyczasie zdejmujemy pojawiającą się na wodzie tzw. "szumę". Zaraz po zagotowaniu dodajemy warzywa, przy czym cebulę najpierw przypiekamy na palniku gazowym. Dodajemy także pieprz i lubczyk.
Po zagotowaniu się wody z warzywami zdejmujemy przykrywkę, znacznie zmniejszamy temperaturę gotowania, tak, aby woda bulgotała w prawie niedostrzegalny sposób.  Po ok. trzech godzinach takiego gotowania rosół powinien być gotowy. Nie dolewamy wody. Na koniec doprawiamy solą. Podajemy z ulubionym makaronem, zwykle nitkami. Oczywiście można udekorować natką pietruszki.

Smacznego!